Dzień z planu zdjęciowego

2010-04-22 17:21:51

Noc z poniedziałku na wtorek bezsenna. Zbyt wiele pytań, zbyt silne emocje oraz pragnienie natychmiastowego przeżycia już wtorkowej przygody, nie pozwoliły mi spać. Przekładałam się z boku na bok, budząc Pepe, który natychmiast zasypiał na nowo, pochrapując coraz głośniej. Bez sensu było uciszanie go, bo przecież i tak nie mogłam zasnąć. W głowie kotłowało mi się od myśli na temat sobotniej katastrofy w Smoleńsku, żałoby narodowej i sprzecznych informacji jakie docierały do nas z mediów. Wszystkie te smutne emocje przeplatały się z uczuciem podniecenia, jakie wzbierało we mnie na samą myśl o założeniu pięknej sukni, która już czekała przygotowana dla mnie. Około 4 nad ranem udało mi się zasnąć. Na krótko. Na zbyt krótko. O 5:30 wyrwał mnie ze snu dźwięk budzika. Jego piskliwy ton przeszył całe moje ciało. Wstałam natychmiast, pędząc do łazienki. Delikatny makijaż po toalecie, łyk gorącego soku porzeczkowego i byłam gotowa, bo śniadanie o tej sennej porze nie chciało mi przejść przez gardło. Równo o godzinie 6:00 zbiegałam po schodach klatki schodowej. Chłód ostrego powietrza uderzył mnie od razu po otwarciu drzwi. Kilka kroków do samochodu orzeźwiło mnie ostatecznie. W radiu leciały fajne, stare polskie kawałki, których niestety nie puszczają w normalnych okolicznościach. Tak więc cieszyłam uszy Perfectem, Republiką, Różami Europy i innymi dobrymi kawałkami, których nazw już nawet nie pamiętałam. Niesamowite było to uczucie,
sunąć samotnie po pustej autostradzie i podziwiać wstające słońce. To najpiękniejszy wschód słońca, jaki kiedykolwiek widziałam. Niemniej jednak, wolałabym już nie powtarzać tego doświadczenia, bo zdecydowanie o 6 to ja jeszcze śpię, i niech tak już zostanie. W niecałe 20 minut dojechałam do wrocławskiego Rynku. Tyle wolnych miejsc parkingowych w samym centrum miasta, to moje oczy jeszcze nie oglądały.

Pod Pręgierzem byłam znacznie wcześniej przed umówioną godziną. Spacerowałam więc sobie nieśpiesznie, podziwiając architekturę wrocławskich kamieniczek. Zazwyczaj przebiegałam przez Rynek, patrząc tylko na Ratusz, albo nie daj Boże znaleźć się w Rynku na obcasach, to wtedy gwarantowane zniszczone buty, wymiana fleków i opuszczenie głowy w poszukiwaniu miejsca do stąpnięcia na obcasie.

Teraz patrzyłam, jak powoli zjeżdża się ekipa, podłączają agregat prądotwórczy, jak catering szykuje śniadanie i jak wielki autobus, służący za garderobę usiłuje zaparkować. Potem wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Zakładanie kostiumów, czesanie, delikatny, wręcz niewidoczny make-up, a w zasadzie, w moim przypadku jedynie podkład po uprzednim demakijażu tego, co rano pacnęłam na twarz. Kapelusik z trenem
i byłam gotowa. Suknia ważyła chyba z 5 kilo, ubierały mnie 2 osoby, ale wyglądałam dokładnie tak, jak na hiszpańska damę dworu z 1531 roku przystało. Miałam nawet pończoszki pod niewygodnym kołem sukni, ale dodającym szyku całości. Reżyser Brodzki szalenie sympatyczny człowiek. Wymagający ale nie rozkazujący. Pieścił każdy detal, najmniejszy szczegół każdej sceny. Dublował po naście razy, chwalił, rozmawiał,  tłumaczył. Wszystko to ze stoickim spokojem. Jestem pełna podziwu dla tego człowieka, zwłaszcza, że wiem, jak to się nerwowo odbywa w innych produkcjach. Ekipa filmowa raczej w pełni niemiecka, porozumiewaliśmy się po angielsku. Wszystko poszło sprawnie, przyjemnie i zgodnie z planem. Przed 10:30 już było po scenie, ale że spodobałam się trochę reżyserowi, poprosił, bym została na cały dzień. Ale póki co, zadarłam kiecę, by nie zamiatać Rynku i popędziłam na przerwę. Jakież miłe było moje zdziwienie, kiedy ludzie zaczepiali mnie na ulicy i prosili o wspólne zdjęcie, jak wycieczki dzieciaków prosiły o pozowanie, jak ludzie byli mili i serdecznie. Nie wiem, czy to żałoba narodowa miała
wpływ na tę sympatię, czy też wyłącznie mój ubiór na to wpłynął. A może to mój urok? Albo raczej Maybelline...

Zabrałam ze sobą oczywiście sprzęcik do robienia zdjęć. Wyszły, jak wyszły, ale niech ktoś spróbuje zrobić dobre zdjęcie, dzierżąc w dłoniach pięciokilową suknię z kołem i trenem, bez możliwości schylenia, ukucnięcia i żadnych innych manewrów.

http://picasaweb.google.com/102716045856576440479/WeselaKrolewskie#546297982677325373

 

skomentuj (2)
Strona główna